Facebook
Facebook Ceneo

Wspomnienia z toru Kamień Śląski...

Jak to działa?
26 listopada 2016

Kiedy kończy się sezon, wracają wspomnienia i chęć na więcej. I tak mnie również naszło na wspomnienia o tym, jak wybrałem się z rodziną na tor Kamień Śląski. Wszystko po to, aby przekonać się jak to jest prowadzić jeden z super samochodów, które nie rozpędzają się do setki dłużej niż 5 sekund. Wybraliśmy Kamień Śląski, ponieważ jest to tor położony najbliżej Gliwic, a nie byliśmy pewni co tak naprawdę czeka nas na miejscu, i czy rzeczywiście warto jechać dalej, aby przejechać kilka okrążeń. Tor Kamień Śląski to nowy obiekt, który został zbudowany na starej płycie lotniska. Od 2016 roku oddany do użytku fanów sportów samochodowych, posiada również tor offroad, a także arenę do driftingu.

Organizator firma Autoprezent zaprosił nas na jazdy w godzinach między 10, a 14, więc pojawiliśmy się około południa. Już po drodze mijało nas Ferrari F430 co sprawiło, że atrakcja stawała się coraz bardziej realna. Dojazd do toru jest świetnie oznaczony, więc wystarczy kierować się znakami umieszczonymi przez organizatora, aż dojeżdża się na parking przed bramą prowadzącą na tor. A tam już na parkingu zobaczyć można sportowe samochody fanów z całego Śląska przyjeżdżających na tor, aby sprawdzić się za kierownicą innego pojazdu. Za bramą postawiony jest namiot z ustawioną z ludzi kolejką, a w namiocie kilka uśmiechniętych Pań przyjmuje zgłoszenia uczestników i kieruje ich do oczekujących przy samochodach instruktorów. Na początku przeszliśmy się zobaczyć stojące samochody, do których nikt nie broni dostępu. Każdy może wsiąść do auta za kilkaset tysięcy złotych i zrobić sobie w nim zdjęcie. Ferrari F430, Lamborghini Gallardo, Nissan GT-R, Mustang GT, Chevrolet Corvette, Audi R8, KTM X-BOW to samochody, które udało mi się zapamiętać. Pewnie były również inne, ale teraz już nie przywołam ich z pamięci.

Z uwagi na to, że nie byłem klientem, tylko zostałem zaproszony przez organizatora, podszedłem do stoiska poza kolejką i zapytałem, gdzie znajdę Panią Żanetę, z którą umawiałem się na miejscu. Okazało się, że siedzi tuż obok i poprosiła, abym poczekał. Po minucie podszedł do nas koordynator (wydaje mi się, że miał na imię Rafał), który zapytał mnie czym chciałbym się przejechać. Nigdy nie jeździłem żadnym super samochodem, ale przypomniało mi się, że kiedyś marzyłem o Audi R8 jak tylko zobaczyłem teledysk do piosenki ?Welcome to St. Tropez?. Zaproponowałem więc ten samochód i Ferrari F430, bo mogłem wybrać dwa. Po chwili doszedłem jednak do wniosku, że skoro zabrałem z sobą żonę, to czemu i ona nie miałaby skorzystać z takiej okazji. Kiedyś wspominała mi, że chciałaby aby jakiś kierowca rajdowy przewiózł ją szybkim autem. Poprosiłem o udostępnienie tylko jednego samochodu dla mnie w roli kierowcy i przewiezienie mojej Izy jako pasażera. Wybrałem Ferrari F430 (większa szansa, że poznam kiedyś właściciela Audi R8), ale zamiast tego zaproponowali nam Ferrari F458 Italia, o który nawet nie chciałem prosić. Oczywiście, że się zgodziliśmy i koordynator zaprowadził nas do instruktora (to był chyba Damian), który akurat był wolny.

Najpierw chwilę nacieszyliśmy oczy i pozwoliliśmy innym uczestnikom dokończyć foto sesję przy samochodzie. Ferrari Italia to następca F430, który ma mocniejszy i większy silnik. 4,5-litrowa V8 wyciąga aż 570 KM, a do setki rozpędza się w 3,5 sekundy. Po krótkiej, przyjemnej rozmowie wsiadłem jako pierwszy i przeszedłem krótkie szkolenie dotyczące jazdy Ferrari Italia po torze. Kwestia automatycznej skrzyni biegów i dodawania gazu, czyli najistotniejsze rzeczy. No to pozostaje tylko zamienić teorię na praktykę, więc ruszyłem powoli, aby wjechać na tor.Całą jazdę pamiętam dość dobrze, chociaż nie jestem w stanie powiedzieć do jakiej prędkości udało mi się rozpędzić. Pamiętam tylko, że na pewno nie wykorzystałem możliwości Ferrari. Na co dzień wole rower i ktoś bardziej ode mnie doświadczony mógłby wycisnąć z niego dużo więcej, ale sama przejażdżka była świetna i pozostawiła przyjemne wrażenie spróbowania czegoś nowego w życiu. Po przejechaniu dwóch okrążeń zjechałem na pobocze i zamieniłem się z żoną, która zasiadła jako pasażer. Tym razem czarny koń dostał wycisk, ponieważ nasz instruktor dobrze wiedział jak wykorzystać tą moc do zapewnienia sobie i pasażerowi jak największych wrażeń. Z dwóch okrążeni zrobiły się trzy, ponieważ konieczne było schłodzenie silnika w czasie ostatniego, łagodnego przejazdu.

I tak zakończyła się nasza przygoda na torze Kamień Śląski, ale wspomnienie pozostało do dzisiaj. To był świetny wypad i na pewno warto czasem w życiu spróbować czegoś nowego, czegoś na co nie pozwalamy sobie na co dzień. Podczas powrotu Iza jakiś czas dochodziła do siebie, bo jej błędnik mocno odczuł tę jazdę. Tak sobie myślę, że te wspominki nie wzięły się z niczego, ponieważ w tym tygodniu dodałem nową ofertę na jazdę McLaren 650S i coś mi się wydaje, że w przyszłym sezonie ponownie zawitamy na torze.

Newsletter

Informacje o nowościach, konkursach i promocjach. Dostęp do ofert dedykowanych. Regularnie kody rabatowe.

Płatności obsługuje:

Payu.pl
eCard