Autor: Wiktoria
Miłośniczka psychologii, psów i książek. Studiuję psychologię, bo od zawsze kręcą mnie ludzie i ich zachowania. W wolnych chwilach znikam z książką lub filmem... albo głaszczę każdego psa, który znajdzie się w zasięgu ręki (:
Są takie randki, które są po prostu miłe. Kolacja, spacer, może kino, potem powrót do domu. Wszystko okej, tylko problem w tym, że po czasie takie wieczory zaczynają się ze sobą zlewać. Trudno przypomnieć sobie, czy to było w lutym, maju czy rok temu, bo właściwie za każdym razem wyglądało podobnie.
A przecież randka nie musi być wielkim wydarzeniem z idealnym planem, drogą restauracją i bukietem róż. Czasem najlepsze wspomnienia robią się zupełnie przypadkiem: kiedy pojedziecie gdzieś bez większego celu, zgubicie drogę, traficie na dziwną kawiarnię albo zrobicie coś, czego normalnie nigdy byście nie wybrali. I właśnie o to chodzi w niecodziennych randkach! Nie muszą być perfekcyjne, mają być trochę inne niż zwykle.

Jednym z fajniejszych pomysłów jest potraktowanie własnego miasta jak miejsca, do którego przyjechaliście pierwszy raz. Brzmi banalnie, ale większość z nas zna tylko te same trasy: dom, praca, ulubiona knajpa, sklep, może park. A gdyby tak wejść do muzeum, które zawsze mijacie, ale nigdy nie było czasu? Albo pójść na punkt widokowy, przejść się po dzielnicy, której kompletnie nie znacie, i udawać turystów? Można zrobić zdjęcia, wejść do pierwszej kawiarni, która wygląda klimatycznie, i sprawdzić, czy naprawdę wiecie coś o miejscu, w którym mieszkacie.
Inny prosty, ale bardzo uroczy pomysł to randka pociągiem w ciemno. Wybieracie miasto oddalone o godzinę lub dwie drogi, najlepiej takie, w którym żadne z Was dawno nie było, i po prostu jedziecie. Bez wielkiego researchu, bez planowania każdej minuty. Na miejscu można znaleźć dobrą kawę, przejść się po rynku, wejść do małego antykwariatu albo zjeść obiad tam, gdzie akurat będzie wolny stolik. To trochę jak miniwakacje, tylko bez urlopu, walizki i ciśnienia, że wszystko musi się udać.

Jeśli lubicie jedzenie, ale zwykła kolacja wydaje się zbyt przewidywalna, można zrobić własny ranking deserów, pizzy, ramenów albo kawiarni w mieście. Zamiast iść do jednego lokalu, odwiedzacie kilka miejsc i w każdym zamawiacie jedną rzecz do podziału. Potem oceniacie klimat, smak, obsługę i to, czy wrócilibyście tam drugi raz. Niby nic wielkiego, ale od razu robi się z tego mała gra, a nie kolejny wieczór przy stoliku.
Bardzo niedoceniane są też randki o nietypowej porze. Wschód słońca zamiast zachodu potrafi mieć zupełnie inny klimat. Wystarczy termos z kawą, koc i miejsce z jakimkolwiek widokiem - nad jeziorem, na wzgórzu, nawet na pustym parkingu za miastem, jeśli akurat stamtąd dobrze widać niebo. Jest coś fajnego w tym, że większość ludzi jeszcze śpi, a Wy macie ten moment tylko dla siebie. Podobnie działa nocny piknik. Ten sam park, który w dzień wydaje się zwyczajny, wieczorem nagle robi się dużo bardziej filmowy.
Ciekawym pomysłem jest też randka z małym budżetem. Na przykład ustalacie, że macie łącznie 50 zł i trzeba z tego zrobić jak najlepszy wieczór. Można kupić coś do jedzenia, pojechać autobusem w losowe miejsce, znaleźć tanią kawę, zrobić piknik albo wymyślić grę po drodze. Paradoksalnie takie ograniczenie często uruchamia więcej kreatywności niż sytuacja, w której można po prostu zarezerwować stolik i zapłacić rachunek.

Jeśli chcecie czegoś bardziej zabawnego, można pójść na targ staroci albo do second-handu i dać sobie nawzajem zadanie: każde ma znaleźć prezent dla drugiej osoby za maksymalnie 20 albo 30 zł. Im dziwniejszy, tym lepiej. Potem tłumaczycie, dlaczego akurat ten przedmiot. To może być totalnie brzydki kubek, stara książka, ramka na zdjęcia albo coś, co kompletnie nie ma sensu, ale będzie Was bawić jeszcze długo po randce.
Fajnie sprawdzają się też warsztaty, nawet jeśli żadne z Was nie ma do tego talentu. Lepienie ceramiki, robienie świec, gotowanie, taniec, malowanie obrazów, tworzenie biżuterii i nie chodzi o to, żeby wyjść z perfekcyjnym efektem. Wręcz przeciwnie, najczęściej najwięcej śmiechu jest wtedy, kiedy coś wyjdzie krzywo, nierówno albo zupełnie inaczej niż na instrukcji. To dobry sposób, żeby wyjść z trybu „siedzimy i gadamy” i zrobić razem coś konkretnego.
Można też zamienić randkę w małą grę fotograficzną. Ustalacie listę rzeczy do znalezienia i sfotografowania: najdziwniejszy szyld, najbardziej romantyczne miejsce, coś czerwonego, najładniejsze okno, najbrzydszy budynek, pies wyglądający jak człowiek. Potem porównujecie zdjęcia i wybieracie zwycięzcę. To idealny pomysł na spacer, który normalnie mógłby być zwykłym chodzeniem bez celu.
Dla par, które są razem dłużej, świetnym pomysłem jest odtworzenie jednej z pierwszych randek. Można wrócić do miejsca, w którym się poznaliście, zamówić to samo jedzenie, puścić muzykę, której wtedy słuchaliście, albo założyć coś w podobnym stylu. To trochę sentymentalne, ale w dobrym sensie. Czasem człowiek zapomina, jak wiele się zmieniło, dopóki nie wróci do punktu, z którego wszystko się zaczęło.
A jeśli macie ochotę na coś spokojniejszego, możecie zrobić kapsułę czasu. Włożyć do pudełka listy do siebie z przyszłości, wspólne zdjęcie, bilet z kina, paragon z ważnej kolacji, mały przedmiot kojarzący się z danym etapem życia. Potem ustalacie datę otwarcia, na przykład za rok, trzy lata albo pięć. To nie jest typowa randka, ale ma w sobie coś bardzo osobistego.
Niecodzienna randka nie musi być ekstremalna. Nie trzeba od razu skakać ze spadochronem, lecieć balonem czy rezerwować weekendu w luksusowym hotelu. Chodzi raczej o zmianę schematu. O to, żeby zamiast pytać „to co, gdzie jemy?”, zapytać „czego jeszcze nigdy razem nie robiliśmy?”. Czasem odpowiedź będzie bardzo prosta: nigdy nie byliśmy o świcie nad jeziorem, nigdy nie pojechaliśmy pociągiem bez planu, nigdy nie zrobiliśmy sobie nawzajem prezentu za 20 zł.
I właśnie takie randki najczęściej zostają w głowie. Nie dlatego, że były idealne, tylko dlatego, że były Wasze. Trochę spontaniczne, trochę dziwne, może nie do końca dopracowane, ale przez to dużo bardziej prawdziwe niż kolejny wieczór według tego samego scenariusza.